Relacje

Zurich Malaga Marathon 2017

Malaga_grupowe

Wiosną tego roku jeden z klubowiczów wpadł na pomysł żeby się wybrać w grudniu na maraton do Malagi. Jako, że nie chciało mu się lecieć samemu spytał innych klubowiczów i od tego momentu ruszyła mała lawina, która spowodowała, że za sprawą tanich biletów lotniczych i stosunkowo niewielkiego wpisowego uzbierała się ponad 30-osobowa ekipa biegaczy i osób towarzyszących.

I tak o to w czwartek 7 grudnia w środku nocy ruszyliśmy kilkoma autami do Berlina skąd wcześnie rano odlatywał nasz samolot do Malagi. Kilka osób dołączyło jeszcze do nas w piątek. Lot przebiegł bez problemów i opóźnień. Na miejscu powitała nas piękna słoneczna pogoda i koło południa zameldowaliśmy się w hotelu po czym udaliśmy się zakosztować miejscowej kuchni. Oczywiście korzystając z okazji zajadaliśmy się pysznymi rybami i owocami morza. Czas do wieczora został zagospodarowany na zwiedzanie Malagi i drobne zakupy, a wieczorem wspólne planowanie kolejnego dnia.

W piątek nasza ponad liczna ekipa podzieliła się i część wybrała wycieczkę do Gibraltaru, część do Granady, inni do Sewilii czy Cantimino del Rey.Wszyscy oczywiście ze swoich wycieczek wrócili bardzo zadowoleni zwłaszcza, że cały czas dopisywała nam piękna pogoda. Tym samym kolejny dzień pobytu był pełen miłych wrażeń.
Granada

W sobotę rano udaliśmy się na Bieg Śniadaniowy więc była w końcu okazja trochę pobiegać. Nieco po godzinie 9:00 wystartował bieg na prawie 5km jak wskazywało większość GPS-ów, a po biegu można było się częstować czekoladą, sokami, izotonikami czy wodą. Bieg Śniadaniowy odbywał się nieopodal biura zawodów maratonu więc była od razu okazja żeby odebrać pakiety. Jako że maraton w Maladze nie jest jakąś dużą imprezą to Expo nie by było bardzo okazałe, ale można było się praktycznie we wszystko zaopatrzyć gdyby komuś czegoś brakowało. Sam odbiór pakietów przebiegł sprawnie i bez kolejek. Tego dnia zaliczyliśmy jeszcze kąpiel w morzu albowiem woda miała temperaturę zbliżoną do Bałtyku w lipcu :-)

Wreszcie przyszedł dzień maratonu. Nie musieliśmy na szczęście zbyt wcześnie wstawać albowiem mieszkaliśmy kilkaset metrów od startu i zarazem mety biegu. Start był o 9:00 więc z naszego hotelu wyszliśmy pół godziny wcześniej. Poranek był już bardzo ciepły więc wiedzieliśmy, że na trasie trzeba się raczej nastawić na opalanie niż na bicie życiówek. Na szczęście zdecydowana większość z nas przyjechała tu turystycznie i maraton był traktowany mocno treningowo. Po drodze pamiątkowe zdjęcie i ruszyliśmy w kierunku strefy startowej ulokowanej przy głównej ulicy w pobliżu parku Parque de Malaga.

Tuż przed 9:00 zameldowaliśmy się na starcie i tuż po wybiciu tej godziny bieg ruszył ulicami Malagi. Pierwsze kilometry prowadziły przez miasto i mimo że startowało około 2,5 tysiąca zawodników to było jeszcze dość gęsto na tym odcinku. Na 5km mała wtopa organizatora bo okazało się, że na punkcie nie ma już wody. Chyba starczyło jedynie dla tych co biegli na czas poniżej 3:30. Na szczęście od tego miejsca kolejne punkty z piciem miały być co 2,5km i jak się okazało wszystkie były już bardzo dobrze zaopatrzone. Na 6km dobiegliśmy do plaży i od tego momentu kolejne 10km biegło się wzdłuż morza, które od czasu do czasu zasłaniały zabudowania. Na 16km nawrotka i do 25km trasa biegła niemal cały czas tą samą drogą, którą już wcześniej biegliśmy.
W międzyczasie temperatura wzrosła do 20 stopni i widać było pierwsze oznaki zmęczenia skutkujące kryzysami u niektórych zawodników. Nie licząc ścisłego centrum w okolicach portu raczej nie można było liczyć specjalnie na doping kibiców. Po 25km trasa wybiegała bardziej w dzielnice mieszkalne Malagi, przebiegała też na 29km przez stadion lekkoatletyczny na którym dzień wcześniej był start i meta Biegu Śniadaniowego, a 10km koło stadionu miejscowego klubu piłkarskiego Malaga CF. Ten odcinek z punktu widzenia widokowego był chyba najnudniejszy. Dopiero koło 40km trasa przebiegała przez starszą, tętniącą życiem część miasta co oczywiście przełożyło się na większą ilość kibiców. Zbliżaliśmy się powoli do mety. Jako, że większość nas traktowała ten bieg treningowo wielu kończyło z uśmiechem na twarzy naładowani chyba tą dość letnią atmosferą w grudniu i biegiem wśród palm, w których skrzeczały papugi. Mimo dość niesprzyjających warunków w postaci wysokiej temperatury i porywów wiatru dwie nasze klubowiczki ustanowiły swoje rekordy życiowe. Jednocześnie w klasyfikacji klubowej KB Maniac zajął miejsce na najniższym stopniu podium. Można więc pod względem sportowym wyjazd także uznać za udany.
DSC01927

Po maratonie do wieczora był czas na dobre jedzonko, kąpiel w morzu i radosne rozmowy do późnego wieczora bo wszyscy byli bardzo zadowoleni z wyjazdu. Pojawiły się głosy, że jesienno-zimową porą kiedy nasze kalendarze biegowe nie są tak mocno wypełnione można pomyśleć o organizacji podobnych wyjazdów co rok. Miejmy nadzieję, że nie pozostanie to w sferze tylko pomysłów. Kolejnego dnia przed południem udaliśmy się na lotnisko i trzeba było wracać do domu. Nie było nam już nawet bardzo żal bo zrobiło się deszczowo i bardzo wietrznie. Z niewielkim opóźnieniem powróciliśmy do Berlina skąd naszymi autami ruszyliśmy do Poznania i tak zakończył się nasz kilkudniowy, obfitujący w wiele pozytywnych wrażeń wyjazd.

Podsumowując sam maraton w Maladze jest na pewno imprezą wartą polecenia. Trasa choć ma kilka podbiegów to nie są one jakoś specjalnie trudne i można nawet pokusić się tu o robienie życiówki pod warunkiem, że trafi się w dobrą pogodę. Wpisowe 40EUR (w pierwszym terminie) też nie należy do wygórowanych. Samo miasto nawet poza sezonem letnim tętni życiem do późnego wieczora i można wybrać się tam w grudniu w celach turystycznych. Biegacze górscy mogą się tam także wybrać potrenować bo okolice Malagi otoczone są górami, w których nie brak fajnych ścieżek co przetestowała dwójka naszych zaprzyjaźnionych biegaczy z Sobótki.